<title_newspaper=”Trybuna Ludu”> 
<title_article=”210 dni w bohaterskiej Korei”> 
<author_1=”dr Wojciech Wiechno”>
<author_2=””> 
<language=”pl”> 
<style=”press”>
<year="1954">
<month="2">
<date=”1954-02-08”>
<period=”d”>
<status=”1_obieg”>
<support=”paper”>
Było to 20 września 1952 roku, w godzinach wieczornych. W kilka tygodni później pojechaliśmy z docentem Barcikowskim — przyszłym naczelnym lekarzem przyszłego polskiego szpitala w Korei do Budapesztu. W pięknej stolicy naddunajskiej spędziliśmy tylko trzy dni, zaliczamy je jednak do niewątpliwie najpłodniejszych w pracy nad zmontowaniem szpitala. Wróciła właśnie z Korei druga już ekipa pracowników szpitala Węgierskiego Czerwonego Krzyża, wyjechała trzecia. Nasi przyjaciele węgierscy byli już starymi, „ostrzelanymi” kombatantami i od nich zaczerpnęliśmy ogromną masę wiadomości. Nieraz potem — już będąc w Korei — myśleliśmy z wdzięcznością o radach, jakich nam nie poszczędzili węgierscy towarzysze.
*
Najważniejszą sprawą były jednak kadry przyszłego szpitala — im też w okresie przygotowawczym poświęciliśmy wiele uwagi. Nie będę opowiadał o wielu perypetiach, związanych z tą sprawą — powiem tylko, że mocno i serdecznie przekonaliśmy się o nieczerpalnych zasobach ofiarności i samozaparcia, głębokiego humanizmu i internacjonalizmu, tkwiących w pracownikach służby zdrowia Polski Ludowej. 
Pojechali do Korei partyjni i bezpartyjni, kobiety i mężczyźni, starzy i młodzi. Pojechał małomówny, ale niezwykle ofiarny w pracy bezpartyjny lekarz Jerzy Farner, który pozostawił w kraju żonę i dwoje dzieci i pojechał niemłody już doktór Marian Strumień, który pozostawił żonę i córeczkę. Pojechał zawsze pogodny lekarz sportowy Józef Miller, bywalec wielu międzynarodowych meczów, zostawiając dwoje dzieci. I pojechali małżonkowie Barbara i Alfred Rejnowiczowie, którzy pozostawili w kraju córeczkę. Wszyscy pojechali ochotniczo.
*
3 maja 1953 roku wsiadłem na lotnisku warszawskim wraz z żoną i grupą personelu szpitala do samolotu odlatującego
do Moskwy. O dwa tygodnie wcześniej wyprawiliśmy pociąg towarowy załadowany wszystkim, co było potrzebne dla wyposażenia i zaopatrzenia szpitala polowego na 1000 łóżek, poczynając od samochodów ciężarowych marki „Lublin” (które wspaniale zdały egzamin na kamienistych drogach i bezdrożach Korei), a kończąc na naczyniach kuchennych.
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
